Wypaliłem się w biznesie, teraz mam nową misję – wywiad dla Gazety Wyborczej

Wypaliłem się w biznesie, teraz mam nową misję – wywiad dla Gazety Wyborczej

– Polska pod rządami PiS ma bardzo złą opinię na świecie, rosną postawy ksenofobiczne. Ale wyjdziemy z tej choroby i zakotwiczmy nasz kraj na stałe w zachodniej Europie – mówi nam poseł Platformy Obywatelskiej Grzegorz Furgo.

Grzegorz Furgo – z wykształcenia politolog, przez wiele lat pracował jako menadżer w branży kulturalnej. W 1989 założył Agencję Kontakt, przekształconą później w firmę Art Production Grzegorz Furgo. Organizował wiele wystaw malarskich, m.in. Pabla Picassa, Salvadora Dalego, koncertów muzycznych, spektakli teatralnych i imprez targowych. W 2015 roku dostał się do Sejmu z listy Nowoczesnej Ryszarda Petru, a rok temu przeszedł do klubu Platformy Obywatelskiej. 

Maciej Sandecki: Brał pan udział ostatnio w demonstracjach antyfaszystowskich, zabierał głos w Sejmie na temat ONR. Pójdzie pan w sobotę na antyfaszystowski wiec prezydenta Pawła Adamowicza?

Grzegorz Furgo: Oczywiście, że pójdę, bo to, co się ostatnio dzieje, jest bardzo niebezpieczne. Przemarsz faszystów ubranych w czarne uniformy przez Gdańsk to był widok przerażający, potwarz dla gdańszczan i Polaków. Każda ambasada na pewno to odnotowała i znów Polska zszokowała świat.

Co pana najbardziej zszokowało?

– Hasła o homogeniczności narodowej, „śmierć zdrajcom ojczyzny” itp. Wznoszenie takich haseł kończy się pomysłami na organizowanie urodzin Hitlera w lesie i gloryfikowaniem zbrodniczego systemu nazistowskiego.

Dlaczego w Polsce, która tyle wycierpiała ze strony nazistów, teraz te ruchy neofaszystowskie tak często są widoczne i rosną w siłę?

– Mam wrażenie, że historia zatacza koło. NSDAP w Niemczech w latach 30. głosiła, że za wszystkie plagi ludzkości odpowiedzialni są Żydzi, że przenoszą tyfus, malarię, byli źródłem wszystkiego zła. Dzisiaj mamy tę samą retorykę, tylko w odniesieniu do uchodźców z Bliskiego Wschodu. I takie same słowa wypowiada prezes największej partii, który decyduje de facto o losie Polski. Wciska się ludziom do głów takie kłamstwo o uchodźcach, to potem ci najbardziej radykalni wychodzą na ulicę i wykrzykują takie ksenofobiczne, rasistowskie hasła o „wielkiej, białej Polsce tylko dla Polaków”.

Co znaczy hasło „wielka Polska”? 

– Jako frazes wykrzykiwany na marszach ONR to hasło niewiele oznacza. Myślę, że ci ludzie niewiele rozumieją z historii Polski, skoro potrafią pozdrawiać się hitlerowskim gestem, tak znienawidzonym przez Polaków. Tego nie da się racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego Polacy wykonują ten gest i pielęgnują nazistowskie symbole.

ONR powinien zostać zdelegalizowany?

– Zdecydowanie tak. Państwo polskie powinno tępić takie skrajne organizacje, bo to prowadzi do nieszczęścia. Zresztą te ugrupowania nie działają tylko w Polsce, ale także w innych krajach. Ale one wszędzie mają te same hasła, te same wartości, podobne symbole jak naziści i faszyści w latach 30. Pomni doświadczeń sprzed 80 lat powinniśmy tępić takie organizacje. Służby powinny te środowiska inwigilować i nie pozwalać, aby ludzie, którzy nawołują do nienawiści, podnieśli głowę.

ONR nie powstał jednak wczoraj, za rządów PiS. Działa od wielu lat. Swój pierwszy Marsz Niepodległości ONR zorganizował już dziesięć lat temu za rządów PO. Czy poprzednie rządy nie ponoszą odpowiedzialności za to, że te neofaszystowskie środowiska są dzisiaj tak aktywne?

– To wina nas wszystkich, zwykłych ludzi także. Rodziców, nauczycieli, Kościoła. Największą winę jednak moim zdaniem ponosi prezes Kaczyński, bo to on i jego partia w największym stopniu autoryzuje działalność tych organizacji. Winny jest też system nauczania historii w szkołach, w którym nie mówi się o ciemnych kartach z historii Polski, nie pokazuje się jej w sposób obiektywny, nie analizuje się przyczyn i skutków wydarzeń. Awantura z IPN pokazała, jak bardzo przypudrowane były stosunki polsko-izraelskie. Nagle wybuchło antysemickie szambo. PiS próbuje wychować nowego Polaka i dziś mówi już tylko o żołnierzach wyklętych, a o Armii Krajowej już nie. To też ma wpływ na takie zachowania. Skoro jako jedyny wzór do naśladowania i jedyną godną postawę w tamtych czasach przedstawia się właśnie żołnierzy wyklętych, to również radykalizuje się młodzież.

Która potem w koszulkach z napisem „śmierć wrogom ojczyzny” uczestniczy w specjalnych mszach w kościołach.

– To jest najbardziej bolesna rzecz. Po raz pierwszy w tysiącletniej historii Polski doszło do tego, że Polacy protestowali ostatnio przed kościołami. Tego wcześniej nie było, a dzieje się teraz, bo część Kościoła odgrywa dziś w Polsce bardzo złą rolę. Kościół jest dziś finansowym beneficjentem „dobrej zmiany”, wdał się w politykę, pewni hierarchowie kościelni wypowiadają się często jak politycy i nie są neutralni. Popierają jeden obóz polityczny i szczują na drugi. Na dodatek polski Kościół katolicki w dużej części nie akceptuje papieża Franciszka, to dla nich obcy papież. Za to twarzą polskiego Kościoła stał się dyrektor Rydzyk, który buduje swoje wpływy polityczne, a hierarchowie boją się, że mogą je stracić. Dlatego popierają PiS. To jest fatalne i to się kiedyś dla Kościoła bardzo źle się skończy.

Przeszedł pan z Nowoczesnej do PO. Lepiej panu w Platformie?

– Zdecydowanie. PO to poważniejsza partia. Moim głównym celem politycznym jest odsunięcie PiS od władzy. Jestem antypisowcem, a to, co się działo w Nowoczesnej, gdy tam byłem, mnie irytowało. Głównym wrogiem dla kierownictwa Nowoczesnej była Platforma, a nie PiS. Tymczasem ja byłem od początku zwolennikiem szerokiej koalicji przeciwko PiS. Teraz stanowisko Nowoczesnej się zmieniło i mamy porozumienie z PO, ale to właśnie Platforma jest dziś jedyną partią wokół której można zbudować koalicję, która odsunie PiS od władzy. PiS zdemolował nam państwo i nie można na to patrzeć tylko ze swojej piaskownicy. Potrzebna jest szeroka koalicja wszystkich demokratycznych sił i kierownictwo PO to doskonale rozumie.

Katarzyna Lubnauer radzi sobie lepiej niż Ryszard Petru?

– Cieszę się, że zawarto porozumienie na wybory samorządowe między Nowoczesną i Platformą. To rozsierdziło PiS.

PiS jednak nie próżnuje. Na konwencji w ostatnią sobotę partia Kaczyńskiego de facto rozpoczęła kampanię na wybory parlamentarne w 2019 roku. Złożono wiele różnych obietnic, by podnieść słupki sondażowe i ponownie wygrać wybory. Jaka powinna być odpowiedź opozycji?

– PiS po wpadce z dodatkowymi pensjami zanurkowało w sondażach i to spowodowało u nich histeryczną reakcję. Najpierw zapowiedzieli oddawanie tych dodatkowych pensji, ogłosili, że ruszają w Polskę spotykać się z ludźmi, a następnie zorganizowali konwencję, ale nie samorządową, tylko parlamentarną. Moim zdaniem PiS liczy się z tym, że wybory samorządowe przegra, bo nie mają mocnych ludzi w samorządach. Nigdzie nie ogłosili jeszcze kandydatów, a ci, którzy są brani pod uwagę, przepadają w sondażach. PiS boi się wyborów samorządowych, dlatego kładą już nacisk na wybory parlamentarne i stąd ten festiwal obietnic.

PiS jednak w sondażach ciągle przewodzi, składa kolejne propozycje, obietnice, za to opozycja nic.

– Platforma ma program na wybory samorządowe. Przypomnę choćby nasz pomysł, aby wpływy z podatków PIT i CIT zostawały w samorządach. A na wybory parlamentarne będziemy mieli przygotowany program. Spokojnie. Nie będziemy się przecież teraz licytować z PiS-em na to, kto rozda więcej pieniędzy po wyborach w 2019. Ważne jest teraz, aby opozycja schowała swoje ambicje i zjednoczyła się na najbliższe wybory samorządowe, bo to będzie klucz do wygrania wyborów parlamentarnych za półtora roku.

Weźmy jednak Gdańsk. Gdzie to porozumienie opozycji? Będą startowali Paweł Adamowicz, kandydat lub kandydatka PO i Ewa Lieder z Nowoczesnej.

– To mnie boli, bo Gdańsk jest bardzo symbolicznym miastem, podobnie jak Warszawa. Najtrudniej jest wygrać z własnymi ambicjami. Takim jesteśmy narodem, że nie potrafimy współpracować, niestety.

Kto w Gdańsku zawiódł bardziej – Adamowicz, który wystartował samodzielnie, czy Schetyna, który go nie poparł?

– A jakie można mieć do nich pretensje? Obaj zachowali się racjonalnie. Niewykluczone, że PO jeszcze poprze Adamowicza. Robimy w tej chwili badania, kto ma największe szanse wygrać z PiS w Gdańsku. Z tym że z Adamowiczem jest ten problem, że nie wiadomo, co PiS zrobi z jego sprawami prokuratorskimi. PiS zrobi wszystko, żeby władzy nie oddać, i gotowi są posunąć się do brzydkich metod. Najgorszy scenariusz byłby taki, że Adamowicz wygrywa wybory w Gdańsku, a za chwilę jest wyprowadzany w kajdankach, a PiS ustanawia w mieście swojego komisarza. To jest możliwe, PiS nie cofnie się przed niczym.

A kto byłby lepszym kandydatem PO – Jarosław Wałęsa czy Agnieszka Pomaska?

– Nie namówi mnie pan na dokonanie takiego wyboru. Oboje byliby świetnymi kandydatami, ale pamiętajmy też, że Adamowicz ma duże poparcie wśród mieszkańców i zasługi dla miasta.

Prawdopodobnie będzie jednak dwóch kandydatów wywodzących się z PO plus Ewa Lieder. Powinna kandydować?

– Lubię Ewę Lider, ale uważam, że nie ma szans. To będzie przestrzelona kandydatura. Nowoczesna nie ma pieniędzy, a kampania będzie kosztowna i brutalna.

We Wrocławiu też słabo. Grzegorz Schetyna ogłosił kandydaturę Kazimierza Ujazdowskiego bez konsultacji z Nowoczesną. To dobry ruch? Wielu sympatyków i działaczy PO krytykuje tę kandydaturę.

– Dobry. Tak duża partia jak Platforma powinna mieć silne wszystkie trzy frakcje – lewicową, centrową i prawicową. A Ujazdowski jest silną postacią po prawej stronie. Poza tym wyraźnie zmienił swoje poglądy. Odważnie krytykował PiS, za co został usunięty z tej partii. W europarlamencie nabrał innego doświadczenia, perspektywy i uważam, że będzie dobrym prezydentem Wrocławia.

Ale dla dużej części waszego elektoratu kojarzy się jednak z PiS-em i jest nie do zaakceptowania.

– Ale on przyniesie też nowy elektorat, który zabierze PiS-owi.

Czy w Gdyni PO powinna wystawiać własnego kandydata czy dogadać się z Wojciechem Szczurkiem?

– Powinna poprzeć Wojciecha Szczurka. On ma ciągle olbrzymie poparcie wśród mieszkańców. Nasi wyborcy to zrozumieją.

A pan nie chce kandydować na prezydenta Gdyni?

– Nie, nie mam takich ambicji. Samorząd trzeba kochać, a ja nie za bardzo czuję samorząd. Lepiej czuję się w polityce krajowej. Jestem zawodowym posłem.

Nie prowadzi pan już swojej firmy?

– Nie. Wszystkie moje sprawy biznesowe zamknąłem. Biznes to już dla mnie historia, do której nie ma powrotu.

Dlaczego?

– Bo za długo w tym siedziałem i się wypaliłem. Przez ponad 30 lat prowadziłem własną firmę w branży rozrywkowej. To bardzo ciężki i pracochłonny zawód. Nadszarpnąłem przez to zdrowie.

Ale odnosił pan sukcesy, organizował koncerty, wystawy…

– Fantastyczne! I to zostanie, ludzie o tym pamiętają. Teraz przyszedł jednak czas w moim życiu na coś innego. Znalazłem dla siebie nowy cel i misję. Wcześniej nie patrzyłem tak silnie propaństwowo na rzeczywistość jak teraz. Uznałem, że muszę spróbować zmienić Polskę, także dla moich wnuków.

Ile ma pan wnuków?

– Troje. Jedno w Stanach, dwoje w Warszawie.

Jaką Polskę chciałby pan im zostawić?

– Otwartą, europejską, dostatnią, zakotwiczoną na Zachodzie. Polska to naprawdę fajny kraj. Przez ostatnie lata zmieniła się nie do poznania i tylko ślepiec może tego nie zauważać. Żyje nam się lepiej, dostatniej, w wielu sprawach mamy już europejskie standardy. Teraz przy rządach PiS jednak stanęliśmy, a nawet się cofamy. Mamy bardzo złą opinię na świecie, rosną postawy ksenofobiczne, liczba samobójstw, jesteśmy w europejskiej czołówce pod względem chorób psychicznych czy handlu narkotykami. To wszystko świadczy, że w kraju dzieje się coś bardzo złego. Ale jestem optymistą. Wyjdziemy z tej choroby i zakotwiczmy nasz kraj na stałe w zachodniej Europie. Bo przy naszym położeniu geograficznym to najlepszy wybór.

Link do wywiadu oraz galerii zdjęć