Wybory w USA i zwycięstwo D. Trumpa

Wybory w USA i zwycięstwo D. Trumpa

Donald Trump został 45. Prezydentem USA. Amerykanie wybrali go w powszechnych i demokratycznych wyborach. Podziw budzi zaangażowanie obywateli. Wiele lokali i miejsc do głosowania, a przed nimi kolejki. Amerykanie bezpośrednio wpływają na to, kto będzie ich głosem i twarzą w kraju i na świecie. Wybór zapadł w sposób demokratyczny. Co do tego nie ma wątpliwości. odrębną sprawą jest to, jakie będą konsekwencje wyboru Amerykanów. 

Wraz z innymi członkami Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE obserwowaliśmy przebieg wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, lecz wcześniej przyglądaliśmy się finiszowi kampanii w wykonaniu dwojga kandydatów. Zaskakującym jest brak lub minimalistyczna postać kampanii zewnętrznej. Kiedy w Polsce każdy słup i każde drzewo uginają się pod ciężarem plakatów i banerów, w Stanach takie formy zewnętrznej agitacji ograniczają się do małych tabliczek powtykanych gdzieś na trawnikach przed domami. W ten sposób Amerykanie wprost komunikują po czyjej stronie będą w wyborach. Większość z nich sugerowało szanse na zwycięstwo Hillary Clinton. Wydaje się, że to media – zwłaszcza Internet – są przestrzenią gdzie kampania się przeniosła. Oczywiście tradycyjne formy promocji kandydatów również są wykorzystywane, ale nie powoduje to wrażenia zagracenia i upstrzenia przestrzeni publicznej.

Przebieg wyborów też jest inny niż w Polsce, choć trudno się dziwić, bo demokracja amerykańska ma znacznie dłuższe tradycje. Przede wszystkim obywatele wyznają zasadę „nic o nas bez nas”, a więc kiedy nadszedł dzień 8 listopada, można było zaobserwować ogólną mobilizację. Kolejki przed lokalami wyborczymi są czymś normalnym i nikt, kto w tej kolejce stoi, nie macha ręką w geście rezygnacji wychodząc z szeregu. Obowiązek to obowiązek i w tym przypadku świetnie to widać. Z pewnością ten model zaangażowania w kreowanie rzeczywistości politycznej, a w konsekwencji obywatelskiej, z pewnością warto kalkować i starać się wprowadzać w Polsce. I z pewnością do tego dojdzie, jednak zanim podobne tradycje wypracujemy nad Wisłą, Polacy będą musieli ponownie znaleźć się w sytuacji, w której rezygnujące machanie ręką będzie oznaczało wybór niekorzystny dla większości społeczeństwa. Jeśli wyniki wyborów z minionego roku powtórzą się jeszcze w Polsce i mniejszość (głosująca) znowu zadecyduje za większość (ogół społeczeństwa), wówczas coraz więcej Polaków będzie uznawało udział w wyborach za swój święty obowiązek, by nie dopuścić do władzy frakcji, które psują nasz kraj.

Wracając do USA, wybory są dostosowane dla każdego – dla poruszających się na wózkach inwalidzkich, a nawet dla obywateli nie mówiących po angielsku  – droga do lokali wyborczych opisana była również po hiszpańsku. Nie ma w tych wyborach również sztucznego patosu i podejrzliwości. Procedury wyboru prezydenta są co prawda dość skomplikowane i anachroniczne, bo ukonstytuowane je już w XIX wieku, to sama praktyka wyborcza, w której biorą udział obywatele jest prosta i nie wymaga specjalnego przygotowania. Dopiero zliczanie głosów, liczba elektorów w danym stanie itd. wydają się być skomplikowane. Jednak procedura przeznaczona dla obywateli jest czytelna i to jest najważniejsze. Zainteresowanie świata wyborami prezydenckimi w USA najlepiej opisują załączone poniżej zdjęcia.

Co oznacza wybór Donalda Trumpa na Prezydenta USA? Z pewnością odczucia są różne – w końcu większość zaufała właśnie kandydatowi republikanów. Postawili na pewnego rodzaju izolacjonizm, czyli zwrot w dotychczasowej polityce Stanów Zjednoczonych. Czy rzeczywiście obietnice wyborcze przełożą się na nową politykę USA? To z pewnością wymaga czasu i pozostaje liczyć na to, że nie zmieni się relacja USA ze swoimi sojusznikami. W końcu w Polsce realizowane są duże inwestycje, w które zaangażowane są amerykańska armia i amerykańskie firmy. Jednak bardziej zaniepokojeni są mieszkańcy Stanów Zjednoczonych Ameryki – najbardziej ci, którzy przebywają tam nielegalnie lub tymczasowo – oczywiście chodzi tu głównie o Meksykanów, w których Trump celował swoje populistyczne i nacjonalistyczne hasła. Budowa muru na granicy Meksyku i USA to chyba jednak tylko kiełbasa wyborcza i to, co chcieli usłyszeć niektórzy Amerykanie. Rzeczywistość – czyli Kongres, doradcy, eksperci i rynek pracy – nie pozwolą na taką inwestycję, bo stanowiłoby to podstawę do wzrostu wewnętrznych napięć wśród wielu mniejszości. Byłby to pierwszy krok do nacjonalizacji USA, na który jednak większość Amerykanów z pewnością się nie zgodzi. Jednak powrót nastrojów narodowych jest wyraźny nie tylko za oceanem. Przecież tę rzeczywistość znamy przede wszystkim z własnego podwórka.

Z pewnością wiele można powiedzieć o tym wyborze, wiele można powiedzieć o obawach z nim związanych. Nie można jednak zarzucić Amerykanom jednego – braku zaangażowania w wybór głowy swojego państwa, a także poszanowania dla zasad demokracji. Ta z kolei ma to do siebie, że zwycięzca do końca pozostaje nieznany. Widać jednak zmieniający się model państwowości, zaimplementowany na świecie po II wojnie światowej. Otwarcie i nastawienie na dialog, zgodę i porozumienie ustępuje potrzebie poczucia siły, wyższości i potęgi. Amerykanie przyzwyczajeni są do swojej potęgi. Ale podobne nastroje obowiązują też w krajach, których potęgi nie da się odtworzyć, jeśli nie zna się jej smaku lub kiedy odeszła bardzo, bardzo dawno temu. Tak jest w Europie – na przykład na Węgrzech i w Polsce. W obliczu nowej rzeczywistości politycznej na świecie, z pewnością warto uważnie przyglądać się zmianom, które zajdą po tych wyborach. A zajdą na pewno.